Kilimandżaro na urodziny

Kilimandżaro na urodziny

(r)

Głos Koszaliński

Aktualizacja:

Głos Koszaliński

Urodzinowa fotka Krzysztofa Kacprowskiego na szczycie Kilimandżaro.

Urodzinowa fotka Krzysztofa Kacprowskiego na szczycie Kilimandżaro. ©Krzysztof Kacprowski

W dniu swoich 30. urodzin Krzysztof Kacprowski, dawca szpiku kostnego ze Szczecinka, wraz z wyprawą Fundacji przeciwko Leukemii, wspiął się na Kilimandżaro, najwyższy szczyt Afryki. Ze zdobywcą rozmawialiśmy już po powrocie do kraju.
Urodzinowa fotka Krzysztofa Kacprowskiego na szczycie Kilimandżaro.

Urodzinowa fotka Krzysztofa Kacprowskiego na szczycie Kilimandżaro. ©Krzysztof Kacprowski

Przypomnijmy - z Polski na Kilimandżaro (5895 m npm) ruszyła ekspedycja "Szpik na szczyt" zorganizowana przez Fundację przeciwko w Leukemii i firmę Medigen, złożona z biorców i dawców szpiku, wspomagana przez lekarzy i wolontariuszy. Pomysł wyprawy na zeszłorocznym szczecineckim zjeździe dawców szpiku rzuciła Anna Czerwińska, słynna himalaistka, która także jest dawczynią. 22 stycznia góra została zdobyta.

Wśród zdobywców był 30-letni Krzysztof Kacprowski ze Szczecinka. Jako dawca szpiku zarejestrował się jeszcze jako maturzysta w ogólniaku.

- Mieliśmy spotkanie z panem Henrykiem Siegertem, który nas przekonał do rejestracji - wspomina dziś, że pomógł też trochę przypadek, bo w dniu pobierania próbek mieli mieć klasówkę, do której był średnio przygotowany. Cała niemal więc klasa skorzystała z okazji, aby sprawdzian ominąć i pomaszerowała na badania… Nie wahał się jednak ani chwili kiedy kilka lat później zadzwonił telefon, że potrzebny jest jego szpik dla chorego na białaczkę. - Odpowiedź była oczywista, tak jak i sam zupełnie dla mnie nieszkodliwy zabieg przed transplantacją - pan Krzysztof mówi, że pewnie, gdyby nie to, że co jakiś czas spotyka się na zjazdach dawców, już o wszystkim by zapomniał. Tak, jakby ratowanie komuś życia, było czymś naturalnym, jak zjedzenie bułki na śniadanie…
Nie miał też wątpliwości, że warto wdrapać się na Kilimandżaro, aby pokazać wszystkim, że oddanie szpiku nie oznacza żadnego uszczerbku na zdrowiu, a i biorcy mogą normalnie funkcjonować. Bo taki był cel wyprawy, który udało się zrealizować. Zanim pojechali do Afryki, wszyscy przeszli krótkie szkolenie w słowackich Tatrach, ale to okazało się tylko niewielką wprawką przed Afryką. - Łatwo nie było, bo z każdym dniem wspinaczki nabierałem respektu dla tej góry, którą myślałem, że zdobędę spacerkiem - mówi. - Stojąc u stóp Kilimandżaro myślałem, że to nic trudnego. Kiedy po 3 dniach wspinaczki znowu podniosłem głowę, góra wyglądała tak samo.
Choć to okolice równika, to z każdym metrem robiło się zimniej. Na koniec panowały takie mrozy, jak w Polsce o tej porze roku. Do tego dochodziło narastające z każdym dniem zmęczenie i coraz mniejsze stężenie tlenu w powietrzu.

- Nieśliśmy tylko bagaż podręczny, ale i on ciążył coraz bardziej - mówi Krzysztof Kacprowski. - Z podziwem patrzyłem na tragarzy Tanzańczyków, który dźwigali całe nasze wyposażenie. Na domiar złego naszego bohatera dopadło przeziębienie, które zaczęło się jeszcze w Polsce. - Katar, kaszel, które przeszły w zapalenie krtani i koniec końców straciłem głos i musiałem wziąć antybiotyk - wspomina. Na szczęście młody i wysportowany organizm dzielnie to zniósł. Kłopoty zdrowotne dopadły za to trójkę innych uczestników, którzy musieli zawrócić.

Atak na Uhuru Peak (najwyższy z 3 szczytów Kilimandżaro) rozpoczął się o północy. Choć droga na górę nie wymagała do tej pory klasycznej wspinaczki, to ten odcinek uczestnikom jej trochę zafundował. - Przez kaszel nie mogłem zupełnie spać przed wymarszem i ruszyłem na totalnym zmęczeniu - mówi nasz rozmówca. Ale dał radę, choć zajęło to aż 9 godzin od wyjścia z ostatniego obozu. - Kiedy osiągnęliśmy Stella Point, to jakaś godzina do szczytu, to już wiedziałem, że dam radę - dodaje. Na górze powitał go piękny widok na równiny Afryki. Mógł wtedy wyciągnąć małą buteleczkę szampana, którą dźwigał od Polski i wypić urodzinowy toast, bo Kilimandżaro zdobył w dniu swoich urodzin. - To był mój prywatny cel wyprawy i moje najlepsze zdjęcie w życiu - pokazuje fotkę z szampanem na Uhuru Peak. Najważniejsze było jednak pokazanie wszystkim, że dawcy i biorcy szpiku mogą w życiu pokonywać nie tylko te prawdziwe szczyty.

Schodząc na dół mijali kolejne wyprawy. Okazało się, że mieli masę szczęścia, bo dzień po ich wejściu spadł śnieg i większość następnych ekspedycji rezygnowała z wejścia na ośnieżone Kilimandżaro. - Widać ktoś u góry nad nami czuwał i pomyślał, że kto jak kto, ale my musimy ten szczyt zdobyć - uśmiecha się pan Krzysztof.


Czytaj e-wydanie »

Komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Polub nas na Facebooku

Czytaj Głos Koszaliński

Zdjęcia ze Szczecinka

Wideo ze Szczecinka

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Polecamy

Smaki Pomorza - głosuj na swoich kandydatów!

Smaki Pomorza - głosuj na swoich kandydatów!

Czy Wampir z Bytowa zabił kaprala Mantaja?

Czy Wampir z Bytowa zabił kaprala Mantaja?

Niezawodne światłowody (materiał informacyjny Orange)

Niezawodne światłowody (materiał informacyjny Orange)

Oto MISS EURO 2016? Zobacz zdjęcia kibiców z meczu Polska - Ukraina [MEGAGALERIA]

Oto MISS EURO 2016? Zobacz zdjęcia kibiców z meczu Polska - Ukraina [MEGAGALERIA]