Poniemieckie cmentarze w Koszalinie. Władze o nich zapomniały?

Dodano: 27 maja 2013, 7:00 Autor:

Mało kto wie, że w Koszalinie zachowało się jeszcze kilka poniemieckich cmentarzy. Patrząc na ich stan można odnieść wrażenie, że wolą o nich nie pamiętać także władze, choć zapewniają, że o nie dbają.
Terenem cmentarza na Lubiatowie zajmują się społecznie między innymi podopieczni Aresztu Śledczego w Koszalinie.

Terenem cmentarza na Lubiatowie zajmują się społecznie między innymi podopieczni Aresztu Śledczego w Koszalinie. (fot. Radek Koleśnik)

Hanna Grimm zmarła w 1922 r., Gustaw Ruhmke w 1925, Bruno Schmoltz(?) w 1937, Ida Krey w 1941, a Albert Barske dwa lata później. Kim byli? Dawnymi mieszkańcami obecnego Koszalina. Anonimowymi, choć przynajmniej znanymi z nazwiska. Inaczej niż osoba, na której grobie mech układa się w datę 1895. Narodziny czy śmierć? Nie wiadomo, choć gdyby nad kamieniem nagrobnym popracował specjalista z pewnością można byłoby to odkryć. A może poznalibyśmy także nazwisko pochowanego? Póki co jest tylko prochem w mogile jednego z Cmentarzy Ewangelickich na koszalińskim Lubiatowie. Zaniedbanego, choć w 1991 r. odnowionego i oznaczonego tabliczką informacyjną ustawioną przy ul. Lubiatowskiej.

Do likwidacji
Mogło nie być nawet jej, bo w 1985 r. w karcie cmentarza znajdującej się w Urzędzie Ochrony Zabytków w Koszalinie wpisano zalecenie: "ostatecznie zlikwidować kilka pozostałych grobów ewangelickich”. Na szczęście tego nie zrobiono, choć po ponad 20 latach efekt jest podobny – miejsce pamięci zostało zapomniane. I to, mimo że znajduje się tuż obok ekskluzywnego siedliska zwanego "Zielonym Wzgórzem”.

Klimatyczny zagajnik przecina ślad dawnej alejki. Parkowej? Być może, choć teraz wszystko jest tu zarośnięte. Także groby, a raczej ślady po nich – zdekompletowane nagrobki, wyblakłe lub omszałe kamienie nagrobne lub zaledwie betonowe zarysy miejsca spoczynku. Jest ich tu ok. trzydziestu – zebrane z całego terenu cmentarza tworzą lapidarium w jednej z dawnych kwater. Czy ktoś odwiedza spoczywającą tu Hannę Grimm, Wilhelminę Husse, Hermana Boetzera i tych pozostałych, anonimowych? Chyba tylko amatorzy trunku z pianką, o czym mogą świadczyć walające się między grobami puszki.

Nagrobki z Koeslina?
Kilka kilometrów dalej wgłąb Lubiatowa, tuż przy drodze spotykamy kolejny cmentarz. Ten jest już dużo lepiej zachowany. Oprócz kamieni, znajdują się tu także płyty nagrobne, pozostałości pomników czy metalowych balustrad. Część stoi o "własnych siłach”, część wspiera się o drzewa. Są i groby pojedyncze, i ślady po tych rodzinnych.

To tu właśnie od blisko 90 lat spoczywa pan Ruhmke. Nie sposób jednak odczytać kogo skrywają pozostałe mogiły. No może jeszcze niejakiego(ą) Scheffner(a). Ale to bardziej przypuszczenie niż pewność, bo płyta nagrobna pokruszona jest w istną mozaikę. Być może rozbiły ją siły natury, być może ludzkie i ktoś próbował ułożyć nagrobne puzzle w całość. Stąd wątpliwość, co do nazwiska. Nie ma za to wątpliwości, co do daty urodzenia: 189... Musiała to być więc osoba stosunkowo młoda, bo cmentarz pochodzi z pierwszej połowy XX w. Choć raczej nie dziecko, mimo że i grobów tych najmłodszych wydaje się tu nie brakować. W każdym razie takie można odnieść wrażenie, patrząc na wielkość pozostałych po nich zarysów.

Na większości tablic nie zachowały się nazwiska, ale przy odrobinie wysiłku (i znajomości języka niemieckiego) można z nich odczytać przynajmniej epitafia. W chwili śmierci pochowani na tutejszym cmentarzu koszalinianami raczej nie byli. Widać jednak ich pośredni związek z naszym miastem – na metalowych usztywnieniach (po krzyżach, pomnikach?), widnieje słowo Koeslin, w którym najprawdopodobniej te elementy wyprodukowano.

Cmentarne hieny
Kilka dziur w ziemi świadczy też o tym, że grobów było więcej. Czy zapadły się samoistnie, może w wyniku ekshumacji, czy też z jeszcze innych powodów? Nie wiadomo. Nie sposób dowiedzieć się tego w Urzędzie Ochrony Zabytków, bo, prócz danych statystycznych (liczba nagrobków, ilość i rodzaj drzewostanu itp.), w przechowywanych tu kartach nie ma innych informacji.

– Był tu od zawsze – to wszystko, co z kolei wiedzą o cmentarzu okoliczni mieszkańcy.
To, że był, nie oznacza, że będzie. Świadczy o tym przykład trzeciego zachowanego lubiatowskiego cmentarza. Zachowanego przynajmniej teoretycznie, bo, nie wiedząc, gdzie się znajduje, nie sposób go odnaleźć. Wzdłuż ul. Lubiatowskiej, ale już dużo bliżej miasta biegnie skarpa, a na niej kilka ledwie wystających ponad grunt kamieni. Prawdopodobnie nagrobnych, choć o tym, że była tu nekropolia bardziej świadczy kamienne wzmocnienie nasypu, takie samo jak na poprzednim cmentarzu. Okoliczni mieszkańcy potwierdzają jednak, że to miejsce pochówku. – Jeszcze kilka lat temu było całkiem nieźle zachowane, ale "poszukiwacze skarbów” je rozkopali i groby się pozapadały – mówi właścicielka stojącego tuż obok domu.

Polacy obok Niemców
To tyle, jeśli chodzi o poniemieckie cmentarze na Lubiatowie. Żeby trafić na kolejny, trzeba przenieść się na drugą stronę miasta – do Łabusza. Przy ul. Północnej nekropolia podobna do tej przy Zielonym Wzgórzu. Zachowane resztki bramy wejściowej, a za nią zagajnik przecięty alejką. Jednak, inaczej niż na Lubiatowie, groby nie skupione w lapidarium, ale rozrzucone po całej powierzchni cmentarza.

"Rozrzucone" to bardzo dobre słowo, bo większość tak właśnie wygląda. Z wyjątkiem dwóch – zadbanych, polskich. O resztę dbać nie ma kto, bo nie ma kto o nich pamiętać, choć gdzieniegdzie stoją pojedyncze lampiony. A pewnie żyją gdzieś potomkowie pochowanych tu Alberta Barske czy Idy Krey. Ta druga miała prawdopodobnie spocząć w Łabuszu z mężem, ale połowa jej nagrobnej płyty pozostaje niezapisana. Pozostałe mogiły są anonimowe, a z resztek niektórych wyrastają nawet drzewa.

30 tysięcy na grabienie
Wszystkie wspomniane nekropolie – podobnie jak żydowska przy ul. Orlej – znajdują się pod opieką Zarządu Dróg Miejskich. Cmentarz przy Zielonym Wzgórzu nie był gruntownie porządkowany od wspomnianych lat 90-tych, ale pozostałymi trzema zajmowano się w latach 2007-2008, a tym w Łabuszu po włączeniu osiedla w granice miasta. – Na bieżąco także wszystkie pielęgnujemy – podkreśla Robert Grabowski, rzecznik ratusza. – Tylko w ubiegłym roku na porządkowanie przeznaczono około 30 tysięcy złotych (20 tys. zł – ewangelickie, 10 tys. zł – żydowski – red.).

Wykonywane były tylko niezbędne prace, takie jak: zbieranie śmieci, usuwanie wiatrołomów i suchych drzew, koszenie chwastów, ale rzecznik podkreśla że tegoroczny przegląd dopiero będzie robiony. Może dlatego efektów zeszłorocznych porządków nie widać, a może nie widać ich, bo zamiecenie liści i usunięcie gałązek nie przywróci blasku starym grobom. – Na ich renowację zwyczajnie nas nie stać, tym bardziej, że miasto ma dużo innych pilnych wydatków – bezradnie rozkłada ręce Robert Grabowski.

Pomagają, a nie wyręczają
Między innymi dlatego władze przy utrzymaniu nekropoli współpracują z innymi podmiotami. Radą Osiedla Jamno-Łabusz (cmentarz przy ul. Północnej), Aresztem Śledczym, Kościołem Zielonoświątkowym i parafią Ewangelicko– Augsburską (najdalej wysunięty cmentarz przy ul. Lubiatowskiej). Jednak i one robią to bardziej w czynie społecznym, niż w ramach inwestycji. – Choć stan tych cmentarzy jest hańbiący, to w porównaniu z tym, w jakim ten, którym się opiekujemy był jeszcze kilka lat temu, to i tak jest ogromny postęp – wskazuje pastor Marek Kurkierewicz, z Kościoła Zielonoświątkowego. – To jednak w głównej mierze nie tyle zasługa pieniędzy, co podopiecznych aresztu śledczego, z którym współpracujemy przy rewitalizacji.

Kolejnym krokiem w jej kierunku było niedawne ustawienie tu okolicznościowego kamienia z informacjami na temat cmentarza. – Na poważniejsze prace nas nie stać – przyznaje duchowny.

– My możemy pomagać, ale to obowiązkiem władz jest dbać o miejsca pamięci – dodaje ks. Janusz Staszczak, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Koszalinie. – I nie chodzi tu tylko o cmentarze poniemieckie, ale o całokształt, bo to jak traktujemy przeszłość, świadczy o nas samych.

W całej rozciągłości zgadza się z tymi słowami rzecznik ratusza, ale powtarza, że sprawa rozbija się o pieniądze. – Dlatego w najbliższym czasie nie mamy w planach żadnych poważniejszych inwestycji związanych z tymi cmentarzami, czy choćby ich ogrodzenia. Dbać natomiast będziemy o ich bieżące utrzymanie – zapewnia Robert Grabowski.

Czytaj więcej o:
  • Lubiatowo
  • poniemieckie cmentarze Koszalin
  • Robert Grabowski
Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

LemON zagrał w Koszalinie [zobacz zdjęcia]

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Zadzwoń 94 347 35 99

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Serwisy tematyczne

Serwisy społecznościowe

gk24 jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.gk24.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.