dodano: 6 marca 2009, 18:15
tagi:ŚwidwinArnoldBoraśtransseksualizm
Arnold ze Świdwina jest transseksualistą. Chce być kobietą. I nią zostanie
Inga Domurat, inga.domurat@gk24.pl
Arnold Boraś ze Świdwina jako pierwszy w regionie - i może jedyny w tym roku - z mężczyzny stanie się kobietą. - Transseksualizm to nie dewiacja, ani chwilowe pragnienie zmiany płci - zapewnia.
Arnold Boraś jest zafascynowany Marilyn Monroe. Uwielbia też inną wielką divę - Marlenę Dietrich. I jej imię zamierza nosić.
(Piotr Czapliński)
To dla mnie przepustka do wolności, do życia w zgodzie z moją naturą. Jedyna szansa na normalność - tłumaczy swą decyzję Arnold Boraś. Ale droga do wolności nie jest prosta. Najpierw psychiatra i psycholog stawiają wstępną diagnozę i oceniają, czy potrzebna jest wizyta u seksuologa.
Aktualnie jedynym ośrodkiem w Polsce - który przeprowadza niezbędne testy, by potwierdzić transseksualizm u pacjenta i ustala kurację hormonalną - jest warszawski Zakład Psychosomatyki, Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich.
- Są jeszcze gabinety prywatne, ale po leczeniu w naszym zakładzie pacjenci nie spotykają się z odmową wykonania operacji zmiany płci. Jesteśmy wiarygodni - zapewnia dr Stanisław Dulko.
- Ale pacjenci nie zawsze decydują się na ten ostatni krok. Operacji jest niewiele (w Polsce rodzi się jedna na 17 tysięcy kobiet, która chce być mężczyzną i jeden mężczyzna na 57 tysięcy, który czuje się kobietą).
Operacji nie podejmie się żaden lekarz jeśli pacjent nie przedstawi nowego aktu urodzenia i nowego dowodu osobistego ze zmienioną tożsamością. Takich formalności można dokonać wyłącznie na podstawie prawomocnego wyroku sądu.
- W ciągu ostatnich lat mieliśmy dwie sprawy dotyczące ustalenia płci, ostatnią w ubiegłym roku. Powództwo wytacza się przeciwko rodzicom i ich sprzeciw może przedłużyć postępowanie - informuje sędzia Sławomir Przykucki, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Koszalinie.
Kuracji hormonalnej, ani samej operacji nie refunduje Narodowy Fundusz Zdrowia. Łączny koszt to prawie 14 tys. złotych. Koszty sądowe i adwokackie - to dalsze 3 tys. złotych.
Więcej o przeżyciach Arnolda ze Świdwina przeczytasz w piątek w papierowym wydaniu "Głosu"
